tekst2, teksty
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Talar ruszył pochylony wzdłuż ciany, a tuż za nim, nie ocišgajšc się, podšżył Norman. Sam sobie się dziwił, z jakš łatwociš to uczynił, ale ostatecznie wiedział, że innego wyjcia nie ma. Zaszli już tak daleko, że teraz głupotš byłoby odwrócenie się na pięcie i opuszczenie szkoły. Musimy zrobić, co do nas należy, pomylał Cichy stšpajšc konspiracyjnie przez ciemny, nieskończenie długi korytarz. Smętny mrok rozjaniał zaledwie mizerny blask księżyca, zerkajšcego ostrożnie w głšb oszklonego korytarza znajdujšcego się obok sklepiku, i dzielšcego jednš częć szkoły z drugš. Z każdym krokiem zbliżali się do szarych drzwi, spod których złowieszczo skrzyła się jasna kreska. Melodia stawała się coraz głoniejsza, jednak nadal nie dało się okrelić jej szczegółów. Z resztš to i tak nie miało teraz znaczenia. Liczył się teraz tylko cel ich zadania. Musieli wykonać je jak najszybciej, nie zważajšc na gwałtownie rozrastajšcy się w ich głowach strach, jednak zachowujšc przy tym szczególnš ostrożnoć. Norman nie wiedział, jak bardzo obecna sytuacja wpływa na rozum Radka, ale jego emocje wzburzone były jak oceaniczne wody podczas szaleńczego sztormu. Cinienie momentalnie podskoczyło mu, kiedy w korytarzu rozległ się pisk. Szybko zdał sobie jednak sprawę, że to tylko szurnięcie podeszwy o linoleum.Po krótkiej chwili, która dla Cichego zdawała cišgnšć się w nieskończonoć, dotarli pod drzwi sklepiku. W tym samym momencie melodia urwała się jak zdmuchnięty płomyk i po raz kolejny zapanowała cisza. Obaj przystanęli, zupełnie jakby z końcem piosenki zaprzestali tańca. Talar spojrzał za plecy na Cichego i skinšł głowš na znak, by szli dalej. Ruszyli ponownie. Omijajšc sklepik skierowali się w stronę długiego, oszklonego korytarza. Zanim do niego doszli, powietrze znów poczęło drgać, subtelnie poruszane przez melodyjny dwięk, dobiegajšcy zza szarych drzwi.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]