tekst9, teksty

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Tego popołudnia Witkor stanšł przed niezbyt lubianym przez siebie rytuałem powrotu do eleganckiego życia. Po podróży z Egiptu przywiózł ze sobš poza paroma ciekawymi rzeczami również opaleniznę oraz gruby zarost. O ile włosów na głowie nie ruszał, wštpišc w swój kunszt fryzjerski, to brodę udało mu się cišć samemu.Nalał sobie całš balię wody, nalewajšc zawczasu arabskiego piasku do zmiękczania skóry. Był to jeden z wielu przedmiotów, które udało mu się przywieć z podróży. Przy pierwszym kontakcie z silnie pachnšcš wodš jego ciało zapiekło jakby jego kilkudniowy brud walczył przyczepiajšc się do jego skóry oraz owłosienia. Dopiero po paru chwilach mógł cieszyć się kšpielš nie gorszš niż niegdy Faraon czy inny Szejk. Po pierwszym spłukaniu szarego mydła z włosów, rozsiadł się wygodniej w bali i wycišgnšł sporš fajkę. Z korkowego podobno drzewa i nabił jš machorkš od straganiarza z ulicy Miodowej. Dobry rodzaj tytoniu rozszedł się dymem po całym warsztacie, pomimo, iż kšpiel brał na drugim piętrze, tam gdzie były powybijane szyby. Paznokciami u nóg zdrapywał sobie z łydek i ud, co większe skupiska brudy, a mocno szorujšc o rant balii tyłem swego ciała obmywał plecy. Do których sięgnšć nie mógł. Starał się uspokoić. Zrozumieć otaczajšcy wiat. Pojšć, o co w tym wszystkim chodzi i jaki do cholery ma miejsce w nim. Zawsze tak robił, gdy jego ciało zanurzało się w ciepłej wodzie. Mył się raczej rzadko, ale gdy już to robił to z pełnš konsekracjš tej czynnoci. Nabierała ona wtedy mistycyzmu, którego brak szukać na niedzielnej mszy, w ciemnej kruchcie kocioła.Po dokładnym zmyciu z siebie brudu, przyszedł czas na stosowny ubiór. Z wielkiej szafy, z cišgle nie domykajšcymi się drzwiami, wycišgnšł swój galowy frak. Najpierw założył bieliznę i podkoszulkę, następnie kamizelkę i podpinkę. W następnej kolejnoci spodnie oraz koszulę. Zapišł eleganckš muszkę i przewišzał buty nacierajšc jš ówczenie skórš od boczku by ładnie błyszczały. Na sam koniec założył eleganckš marynarkę w ciemnym odcieniu bršzu. Włosy postarał się nieco ulizać boczkiem i wypełniajšc kieszenie zegarkiem, portfelem, nożem oraz paroma innymi drobiazgami, wyszedł ze swojego warsztatu. A była już godzina siedemnasta. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • shinnobi.opx.pl